Dżurasik Park, Ilustracja - Anna Stępień, Artykuł - Daniel Zalejski

Dżurasik Park

Pamiętacie film Jurassic Park z 1993 roku, w reżyserii Stevena Spielberga, gdzie tyranozaur próbując dostać się do pasażerów terenówki, podgryzał oponę niczym gumę Turbo, a naprzeciw dzielnie wybiegł mu przystojny Sam Neill, ratując turystów z opresji?

Ten przygodowy thriller science fiction dostarczał wielu emocji wszystkim widzom. Chciałbym bardzo, aby podczas zwiedzania naszej Jury, towarzyszyły nam wrażenia podobne do tych, których doznawali bohaterowie wspomnianej historii.

Co z naszymi częstochowskimi dinozaurami? National Geographic okrzyknęło Smoka z Lisowic koło Lublińca pierwszym polskim dinozaurem (drapieżnym). Ze sławnym tyranozaurem ma tyle wspólnego, że jest jego dalekim krewnym. Tylko tyle, albo aż tyle.

Z kolei w Krasiejowie koło Opola interesujące znaleziska przerodziły się w swoisty park rozrywki. To jednak miejsca oddalone od Częstochowy i nie do końca możemy chwalić się nimi, jak swoimi.

My… mamy coś lepszego! Zanim wyginęły dinozaury, ba! Zanim nawet się jeszcze pojawiły, już istniały pewne stworzenia, które przetrwały tzw. „kryzys permski”. Przeżyły największe „wymieranie” w historii świata, a my określamy je teraz mięczakami! Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ich dominacja na ziemi trwa w najlepsze do dzisiaj! Częścią wielkiej rodziny mięczaków były znane i lubiane przez nas… amonity!

Właśnie te stworzenia możemy śmiało nazywać naszymi. To one „mieszkają” na całej Wyżynie Częstochowskiej. Te „ślimaki” żyły w morzu, które zalewało naszą okolicę m.in. w okresie Jury. Wyglądem dalekie są od tyranozaurów, stąd mogą wydawać się niegroźne, niemniej jednak to jedne z głównych drapieżców swoich czasów. Należały do grupy głowonogów, co w potocznym ujęciu oznacza tyle, że z ich muszli wystawała głowa, a z niej „nogi”, dzięki którym mogły się one poruszać na zasadzie odrzutu, niczym współczesne kałamarnice.

Dziś, dzięki ich skamieniałościom, precyzuje się wiek skał, w których się znajdują. Żyły na dużych przestrzeniach geograficznych w stosunkowo łatwo określanym (żeby nie napisać krótkim) czasie. Właściwość ta nadała im nazwę skamieniałości przewodniej.

Współcześnie amonity możemy znaleźć nawet podczas spaceru, gdy tylko uważnie przyjrzymy się miejscom na ziemi, gdzie odkryty jest wapień w sposób naturalny lub gdzie był wydobywany przez ludzi. I choć cała Wyżyna jest nimi usiana, to największy, ponad metrowej średnicy polski okaz znaleziono w opolskich kamieniołomach za sprawą działalności paleontologa Adriana Kina. Zachęcam do poznawania jego dorobku!

Na co dzień o złotych czasach dla naszych amonitów przypomina chociażby fontanna w III Alei Najświętszej Maryi Panny, wzorowana na kształcie ich muszli oraz ratuszowa wieża, potocznie zwana latarnią, co w moich opowieściach zawsze wykorzystuję do nawiązania do istniejącego tu jakieś 150 milionów lat temu jurajskiego morza.

Do zobaczenia w żywym muzeum skamieniałości… czyli na Jurze!


ILUSTRACJA: ANNA STĘPIEŃ

www.stepien.carbonmade.com

MAGAZYN: JASNE, ŻE CZĘSTOCHOWA

www.cgk.czestochowa.pl

CYKL: NIECH TO SZLAK! (Sierpień 2015)