Fot. Tomasz Chrapek

Islandia zdobyta!

Uwielbia przeżywać szok kulturowy i konfrontować swoje przyzwyczajenia  z inną wizją świata, ten stan, kiedy dotychczas dostępne „kody” przestają działać. Stąd potrzeba podróży, których zwieńczeniem okazała się przeprowadzka na Islandię. Jego przypadek przekonał nas, że na tej magicznej wyspie, gdzie mieszka tyle osób co w Białymstoku, można zajmować się wieloma rzeczami – pasjami.

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

Częstochowianin Tomasz Chrapek,  z wykształcenia informatyk, obecnie zasiada w radzie miejskiej Reykjaviku (stolicy Islandii), rozwiązując problemy imigrantów. Jest także ratownikiem górskim  i islandzkim mistrzem paralotniarstwa.

DANIEL ZALEJSKI: jak trafiłeś do tak odległego kraju

TOMASZ CHRAPEK: Islandia była kontynuacją moich wcześniejszych podróży, głównie do Skandynawii.

W 2006 roku wraz z przyjaciółmi ze Studenckiego Turystycznego Koła Naukowego „Per Pedes & Yeti”, działającego cały czas przy Politechnice Częstochowskiej, postanowiliśmy zmierzyć się z egzotyczną legendą Islandii.

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

Przez prawie dwa miesiące przemierzyliśmy wyspę wzdłuż i wszerz autostopem, wspięliśmy się na najwyższy szczyt i biwakowaliśmy otoczeni najpiękniejszymi krajobrazami, jakie widzieliśmy w życiu, aż pogoda uziemiła nas w Akureyri (drugim co do wielkości mieście Islandii), gdzie postanowiliśmy spróbować szczęścia na lokalnym rynku pracy. Dla podreperowania nadszarpniętego wyprawą studenckiego budżetu, przepracowałem tydzień  w przetwórni mięsa. To dość osobliwy sposób zarobkowania. Wróciłem do kraju, by po roku, z obecną żoną Izabelą, spakować cały dobytek w plecaki i za namową kolegi, który w tym czasie zdążył już przeprowadzić się z Akureyri do Reykjaviku, udać się ponownie na Islandię – tym razem bez biletu powrotnego.

Studia się przydały?

Pomimo tego, że każdy Islandczyk posiada po dwa-trzy “wcielenia” społeczne, to i tak tych ról dla wszystkich wystarcza. Branża nowych technologii to jedna z „białych plam”, które przyciągają pracowników.

Do decyzji o przeniesieniu się tam dojrzałeś dzięki twoim życiowym miłościom – podróżom i rodzinie?

Osiedlenie się za granicą w moim przypadku nie było jakąś nadzwyczaj trudną decyzją. Doświadczenie w podróży zdecydowanie przydaje się przy przenoszeniu się do innych krajów.

STKN połknąłem podróżniczego bakcyla i w ciągu kilku lat udało mi się „na stopa” przemierzyć całą Europę – od Maroka po Svalbard, od Krymu po Islandię właśnie.

Doświadczenia tego typu zbliżają do siebie ludzi; przyjaźnie i związki najlepiej kwitną, gdy tworzą się na podstawie wspólnych zainteresowań i pasji. Tak było w przypadku moim i mojej żony Izabeli – wspólne wypady w góry, biwakowanie pod gołym niebem i podróże w nieznane zrobiły swoje;)

Masz wiele pasji, która z nich rozwinęła się najbardziej w twoim nowym domu?

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

Po przeprowadzce do Reykjaviku okazało się, że mogę znaleźć społeczności zorganizowane wokół każdej z moich pasji – wspinaczkęgórołażenie pielęgnuję wśród grupy ratowników górskich, fotografię uprawiamy razem z klubem fotograficznym Pozytywni.is. Jednak odkąd zacząłem przygodę z paralotniarstwem (kurs pierwszego stopnia zrobiłem pod Częstochową), już nie spoglądam w niebo tak jak przedtem – żyję trochę z “głową w chmurach”. Paralotniarstwo na Islandii jest dosyć egzotycznym  i wymagającym sportem, uprawianym tylko przez garstkę zapaleńców. Mimo hulających tu wiatrów i temperatur 15-17 stopni widoki z góry są wystarczającą nagrodą. W 2013 zostałem nawet mistrzem Islandii w tym sporcie. Jestem też pierwszym Reprezentantem, który stanął na podium  w zawodach zagranicznych. Eksperymentuję również z łączeniem wszystkich moich pasji – często do samochodu pakuję, oprócz paralotni, rower i sprzęt do wspinaczki;

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

latanie daje mi także niesamowitą perspektywę do fotografowania i kręcenia wideo.

Przy tym wszystkim jesteś również członkiem ichniejszej „armii”?

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

Islandia nie posiada wojska i jest jednym  z najbardziej pokojowych państw na świecie. Rolę armii przejęły ochotnicze grupy ratownicze (Landsbjörg), których członkowie stanowią ok. 1% społeczeństwa i są bardzo poważani. Wymagany jest od nich intensywny trening, umiejętności nawigacji czy budowania jam śnieżnych. Ratownikami są również kobiety. Od zawsze Islandczycy zmagali się z nieprzyjaznym środowiskiem i musieli polegać na sobie, aby przetrwać na tej wulkanicznej wyspie. Ludziom z zewnątrz ciężko sobie wyobrazić, jakie warunki mogą tu panować i jakim zagrożeniem mogą być siły natury, zwłaszcza jeśli się je lekceważy. Oprócz zagrożenia wybuchem wulkanu i związanym z tym trzęsieniem ziemi lub powodzią, w każdej chwili można się spodziewać nagłego załamania pogody  z huraganowym wiatrem, gnającym poziomo gradem lub śniegiem.

Fot. Tomasz Chrapek
Fot. Tomasz Chrapek

Większość wyspy jest niezamieszkana i ryzyko zgubienia się  w dziczy jest dosyć realne.

Zatem „wrogiem” jest tu osaczająca człowieka zewsząd, bezwzględna natura. Pod żadnym pozorem nie wolno, na przykład, opuszczać samochodu, który zepsuł się na drodze, ani samemu wychodzić w góry.

Twoja aktywność społeczna jest doceniona, zostałeś radnym Reykjaviku.
Jak do tego doszło?

 Prawie od samego początku związany byłem z ludźmi z kręgu byłej gazetki „Fólk”, wydawanej dla społeczności imigrantów. Z nimi stworzyliśmy grupę „Landnema” („Osiedleńcy”), która była ramieniem partii Socialdemokratów. Inną sprawą była działalność na rzecz tutejszej Polonii. Ze znajomymi stworzyliśmy taką młodą, uśmiechniętą i bezkompleksową twarz nowej emigracji. Założyliśmy we wrześniu 2012 ProjektPolska.is. Przez niecałe 2 lata działalności staliśmy się jednym z największych NGOsów działających na rzecz obcokrajowców, reprezentującym największą mniejszość narodową na Islandii.

Zostaliśmy docenieni za promocję dialogu międzykulturowego i walkę z uprzedzeniami zarówno przez Miasto Reykjavik, jak  i największą gazetę islandzką – „Frettabladid”.

Miejsce na liście wyborczej zaproponował mi obecny burmistrz stolicy Dagur Eggertson. Do partii zapisałem się trzy dni przed wyborami. domain dns server . Islandia jest krajem odległym nie tylko geograficznie, z pewnością też ich mentalność jest odmienna od naszej. Islandczycy rzadko kiedy wpuszczają obcych do swoich domów, które zarezerwowane są prawie wyłącznie dla rodziny  i przyjaciół. Socjalizacja odbywa się w pracy, gdzie obecność na przerwie czy wyjazd integracyjny jest o wiele bardziej wymagana niż „produktywność”. Po godzinach każdy Islandczyk wciela się w inną rolę (jak tu mówią „zakłada inny kapelusz”), może to być pisanie książek lub granie w kapeli rockowej. To wszystko, nie wliczając sportu, który uprawia ogromna większość społeczeństwa. Znamienne jest to, że role te przenikają się, nie ma problemu z tym, aby w pracy sprzedawać swoje płyty albo żeby przyjść do firmy z dzieckiem, kiedy przedszkole jest zamknięte. Widziałem ludzi chodzących w pracy z mokrą głową  i w kapciach lub skarpetkach. Tu nikogo to nie dziwi. Kolejną różnicą jest niesamowita tolerancja Islandczyków na błąd ludzki.

Tu nie wskazuje się winnych palcami – częściej szuka się rozwiązań systemowych.

Obcowanie z nieprzewidywalną naturą zaowocowało specyficznym podejściem do przyszłości – eufemistycznie można by stwierdzić, że naród ten raczej nie jest najmocniejszy w planowaniu. Słynny zwrot używany tu często to „þetta reddast”, czyli mniej więcej: „samo się załatwi”.


Fotografie: Tomasz chrapek

https://www.flickr.com/photos/atomch/

MAGAZYN: JASNE, ŻE CZĘSTOCHOWA

www.cgk.czestochowa.pl

Wywiad (GRUDZIEŃ 2014)

 

Studenckie Turystyczne Koło Naukowe „Per Pedes & Yeti

http://stkn.czest.pl/

ProjektPolska.is

http://www.projektpolska.is/

Pozytywni.is

https://www.facebook.com/Pozytywni.is