Pan Twardowski uciekający na kogucie przed Diabłem na Jurze - tekst Daniel Zalejski - Ilustracja Anna Stępień

W pogoni za Twardowskim

Dawno, dawno temu, za jurajskimi górami, za sosnowymi lasami,  w królewskim Krakowie mieszkał szlachcic zwany Panem Twardowskim.  Za wiedzę magiczną oddał swą duszę diabłu. Zaznaczył jednak w cyrografie, że owa dusza może być mu odebrana jedynie w Rzymie, czego czart nie zauważył. Nie mogąc od razu zawładnąć duchem Twardowskiego, zdecydował, że pojma go i zawiezie do Rzymu. Zerkając na mapę, diabeł zauważył, że w Polsce znajduje się kilka miejscowości o nazwie Rzym. Są bliżej morza niż gór, a jedyna droga z Krakowa do nich prowadzi przez doliny Jury!

Czart wiedział zapewne, że w Częstochowie i okolicach prężnie działają różne CZ-ARTy, więc przybył w nasze okolice, aby mieć towarzystwo. Usłyszał również, że Krasińscy w dworku w Złotym Potoku posiadają magiczne zwierciadło, wykorzystywane do odprawiania czarów

Licząc, że Twardowski ich odwiedza, udał się właśnie tam. Spędził kilka nocy, śpiąc przy drodze z Żarek, gdzie  z nudów zaczął drapać skałę. Z czasem wydrążył jaskinię, w której zamieszkał. Każdego dnia przedłużał ją o metr. Jak mówi legenda, drążył ją wiernie, dlatego miejscowi nazwali ją „Wierną”. Dziś to najdłuższa jaskinia na Jurze. Tworząc stanowisko do wypatrywania Pana Twardowskiego, diabeł połączył mostami wysokie skały przy drodze, aby móc bez wysiłku wchodzić na ich wierzchołki.  Z nudów zaczął się wspinać ze znajomymi CZ-ARTami z okolicy, nadając poszczególnym drogom wspinaczkowym szatańskie nazwy: „Piekło jest we mnie”, „Lucyfer” czy „Czarci rowek”. Gdy diabły nie mogły podołać jednej drodze, posłały na nią Nosiwodę z okolicy. Wmówiły kobiecie, że jeśli ich nie posłucha, będą ją nawiedzać nocami. Na pamiątkę tego zdarzenia drogę tę nazwano „Gdzie diabeł nie może…”.

Któregoś dnia, gdy diabeł, korzystając  z licznych atrakcji okolicy, zapomniał, po co właściwie tam zamieszkał, dojrzał między drzewami Pana Twardowskiego. Zagrodził mu drogę swym cielskiem. Ten zaś, jakby nigdy nic, skręcił w lewo, obchodząc źródła i zignorował wysłannika piekła. Diabeł ruszył za nim, rozpoczął się praw dziwy wyścig o duszę szlachcica. Twardowski złapał dzikiego koguta i magicznym zaklęciem powiększył go do rozmiaru konia. Uciekł na nim, klucząc pomiędzy drzewami i skałami.

Przebiegł przez skalną bramę,  a diabeł wbił się rogami w skałę nad bramą, pozostawiając widoczne do dziś ślady tegoż wypadku. Chwilę mu zajęło wydostanie się  z gruzu, który na siebie zsypał.

W tym czasie Twardowski odbiegł dalej. Czart podążał za nim, ile sił w nogach. Gdy zorientował się, że go nie złapie, złamał zapisy cyrografu i uciekł się do podstępu. Rozstąpił wrota piekieł, które ogniem wypaliły lasy, tworząc pustynię w okolicy Siedlca. Widząc to, Twardowski przycisnął koguta i razem uciekli na księżyc.

Zrezygnowany diabeł siadł na skale. Rozluźnił napięty brzuch i … pod jego cielskiem, w mgnieniu oka, powstała „Jaskinia na dupce”. Po dłuższym namyśle czart poszedł dalej. Podobno nieopodal znalazł gęsty las,  w którym do dziś szuka spokoju, drążąc najgłębszą jaskinię na Jurze. Okoliczna ludność nazwała ją Studniskiem. Teren wokół niej jest rezerwatem, aby nikt nie drażnił diabła polującego na ludzkie dusze.

Ci, którzy nie wierzą w tę historię, mogą pojechać do Węgrowa, gdzie w kościele parafialnym znajduje się zwierciadło Twardowskiego, podarowane przez ród Krasińskich, nieużywane do celów magicznych od czasów tego głośnego pościgu.

Miejcie się na baczności na „czarcim” szlaku!


ILUSTRACJA: ANNA STĘPIEŃ

www.stepien.carbonmade.com

MAGAZYN: JASNE, ŻE CZĘSTOCHOWA

www.cgk.czestochowa.pl

CYKL: NIECH TO SZLAK! (listopad 2015)